Norwegia

Besseggen

Besseggen był kolejnym punkiem na mojej liście miejsc do obejrzenia w Norwegii. Bardzo zależało mi żeby tam pójść ale przerażały  mnie kilometry, które trzeba było pokonać i oczywiście wysokości. Nie było większego problemu z wybraniem się tam ponieważ mieszkając w Norwegii mamy wszystkie te widoki w zasięgu ręki.

Z Oslo mamy do przejechania kawałek, a że my mieszamy jeszcze kawałek za Oslo to wyjeżdżamy w miarę wcześnie. Namiot, śpiwory i kilka konserw zapakowane, pogoda piękna no to w drogę.

Droga do Besseggen prowadzi przez piękny Narodowy Park Jotunheimen, który znajduje się w środkowej Norwegii i zajmuje 3500 kilometrów kwadratowych. Są to jednocześnie największe góry Norwegii, a dwa największe szczyty to Galdhøpiggen (2469 m n.p.m.) i Glittertind (2452 m n.p.m.) i są równie popularne jak Besseggen.

W słoneczną pogodę jest ogromną przyjemnością jechać przez Jotunheimen. Nawet nie ma potrzeby wspinania się na szczyty ponieważ cały park robi ogromne wrażenie. Jadąc drogą Valdresflye ( nr. 51) zaczynając na południu od miejscowości Beitostølen droga wspina się na wysoki płaskowyż i mijając szczyt Bitihorn prowadzi między jeziorami Vinstri i Bygdin. Na płaskowyżu możemy również spotkać stada reniferów oraz  łosi.

 

Jesteśmy już na miejscu, a dokładnie w Gjendesheim Turishytte w miejscu, w którym kolejnego dnia będziemy startować.

Od Gjendesheim droga zaczyna powoli opadać doliną Sjodalen, aż dochodzi do Vågå. Na tym odcinku mija się wiele tradycyjnych gospodarstw, z drewnianymi domami malowane wyjątkowo w tej okolicy na brązowo, a nie na czerwono, porośnięte również na dachach trawą. Jest to świetny widoki i  bardzo mało spotykany.  Wiele z nich liczy sobie ponad 100 lat i stanowią żywy przykład norweskiej sztuki ludowej. Dodatkowym elementem upiększającym są owieczki pasące się na dachach.

My dojeżdżamy w godzinach wieczornych do naszego pola namiotowego. Przy drodze nr. 51 jest  pole campingowe, kilka domków noclegowych, restauracja, recepcja, prysznice i toalety, a nawet pomieszczenie gospodarcze, w którym są kuchenki stół i kontakty do naładowania telefonów jak ktoś jest pod namiotem. Miejsce to Besseggen Fjellpark przy pięknej rzece Øver Sjodalsvatnet bardzo przyjemna miejscówka. Nasz apartament już gotowy w pięknych okolicznościach przyrody.

 

15.08.2015

Godz 5.00 pobudka bo o 6.00 wypływa prom do Memurubu  skąd będziemy starować i iść w stronę Gjendeshejmen. Noc była przeraźliwie zimna, temperatura spadła do 0 stopni. Myślałam, że się wykończę. Słabo przygotowałam nas na ta wyprawę.

trasa promu, który dowozi na miejsce, a u góry widok na drogę

Besseggen jest chyba najpopularniejszym szlakiem zaraz po Preikestolen. Ten najpiękniejszy szlak wiedzie również przez wąski przesmyk miedzy dwoma jeziorami Gjende i Bessvatnet. Niesamowite jest to, że te dwa jeziora dzieli różnica wysokości 391m . Żadne zdjęcie tego nie odda jak widok w realu.

Po około 15-20  minutach dopływamy do Memurubu i ruszamy  za ludźmi. Już na samym starcie jest kilka oznaczeń i każdy idzie w swoja stronę. O dziwo w tym miejscu jest wszystko fajnie oznaczone.

 

Pierwsze podejście nie należy do łatwych. Jest dość strome i kamieniste. Trzeba bardzo uważać. Cały szlak przewidziany jest na 8 godz. Można powiedzieć dobry cały dzień. Pogoda tego dnia miała być zupełnie inna i w nocy i w ciągu dnia. W tym miejscu trzeba mieć się na baczności i nie ma co ufać pogodzie.

Szlak można zacząć w Gjendesheim (984 m) nad jeziorem Gjende i stromo w górę wiedzie poprzez najwyższy punkt na trasie czyli górę Veslefjell (1743 m), następnie już w dół poprzez Besseggen (1374 m) do Memurubu. Nasza łódka była mocno zatłoczona i wiele osób startowało właśnie z Memurubu. Nie musieliśmy się spieszyć, żeby zdążyć na prom, kóry mialby nas zawieźć do Gjendesheim. Myśle że to jest dużo fajniejsze rozwiązanie, jeśli się chce zobaczyć więcej.

W oddali kolejne jeziorko do którego można iść to Russvatnet. W Norwegii jest o tyle dobrze że każdy może iść gdzie chce i w którą stronę chce. Raczej nie ma zakazów wstępu i wymogu chodzenia po wyznaczonych szlakach. W niektórych miejscach są oczywiście oznaczone ale nie wszędzie.

Pogoda dała nam popalić. Momentami było bardzo zimno i wiał mroźny wiato brakowało tylko żeby spadł śnieg. Mimo iż zimno to pić się chce, a  prowiant zabrany trzeba oszczędzać. Do końca  jeszcze kawał drogi.  Woda w takich miejscach jest zdatna do picia i można śmiało korzystać z darów natury.

Mimo iż szlak jest bardzo popularny na całej trasie spotyka się bardzo mało ludzi.

A tu waśnie przed nami wyrasta najgorszy odcinek szlaku i właśnie z tego miejsca rozciąga się piękna panorama Besseggen. Nasz cel to wierzchołek góry na który wdrapaliśmy się wąską wyślizganą krawędzią.

Było mało komfortowo, zimno, wietrznie. Miałam momenty zwątpienia, że mnie zdmuchnie. Tym razem mąż szedł za mną, w razie gdybym straciła równowagę. Najgorsze jest to, że nie ma w tym miejscu nie ma żadnych łańcuchów, ani lin żeby się czegoś przytrzymać. Czarne chmury krążyły nam nad głowami i tylko patrzyliśmy kiedy zacznie padać. Ludzi było dość sporo jedni szli od parkingu w stronę Memurubu inni tak jam my. Wiek tu nie miał znaczenia. Byli i duzi i mali, a nawet starsi no i psy.

Trzeba iść samym środkiem, prawa i lewa strona nie są bezpieczne. Tym co wybrali odwrotny kierunek, naprawdę nie zazdrościłam bo schodzić jest zawsze gorzej, a tam naprawdę było stromo. Co kawałek odpoczywaliśmy bo górka naprawdę wykańcza.

I oto jest nasz wymarzony Besseggen… błękitna woda z lodowca i szmaragdowa zwykła deszczówka. Pogoda  jak na zawołanie zmieniła się. Mogliśmy podziwiać nasze wymarzone miejsce.

Teraz czas dla nas na odpoczynek i pstrykanie, bo następnym razem to nie wiem kiedy tu przyjdę o ile w ogóle jeszcze przyjdę. Będąc  tam na górze i odpoczywając obserwowałam ludzi którzy tam szli i wracali. Widziałam to zmęczenie na ich twarzach a zarazem radość, że doszli taki kawał. Byli tacy co bigli po tych kamieniach, ale większość to Ci co walczyli jednocześnie ze swoimi słabościami. Nie każdy nadaje się na takie wyprawy, a wielu by chciało.

Surowy krajobraz, wręcz księżycowy, który  towarzyszył nam w drodze powrotnej był obłędnie piękny. Każdy kawałek był cenny tej męczarni. I dzięki takim chwilom chce się więcej i więcej…

Pogoda do końca  była dla nas łaskawa i w tym momencie nie można było chcieć nic więcej. Chyba tylko jednego żeby nogi tak mocno nie bolały.

A to najwyższy szczyt  na trasie Veslefjell (1743 m) i piękny widok z niego.

 

Z tergo miejsca do parkingu jest jeszcze połowę drogi.Tym razem ciągle w dół.  Także śmiało mogę polecić szlak od Memurubu, jest ciężko ale pięknie.

Ostatnie metry i ostatnie widoki.

 

Parking jak widać zatłoczony, ludzi bardzo dużo, a pogoda cudowna. 24 stopnie to rozpusta . W tym miejscu można trafić stada reniferów. Nam się niestety tym razem nie udało, ale może ktoś z was będzie miał to szczęście.  Nasza wędrówka trwała tylko 6 godzin i to ze sporym postojem u góry.

 

PRAKRTCZNE INFORMACJE:

  • CENA BILETU  ZA PROM Gjendesheim – Memurubu – 160 koron norweskich z osobę dorosła, 80 koron za dziecko za prom. Dzieci poniżej pięciu lat gratis. Kursują dwa promy dziennie
  • BAGAŻ –  60 koron ( chodzi tu o duży plecak ze stelażem, ewentualnie namiot plus karimaty)
  • PIES – 30 koron
  • ROWER –50 koron
  • KAJAK – 160  koron
  • NOCLEGI – można na dziko w namiocie lub na stronie overnatting.no
  • PARKING SAMOCHODOWY –120 koron za dzień

O MNIE… Raz nienormalna.. ..zawsze realna.. ..mało kiedy idealna.. ..zawsze szalona i zakręcona :))) Nazywam się Ania. Mam 40 lat i jestem mamą dwójki uroczych dzieciaków i żoną super faceta. Uwielbiamy podróżować, fotografować, poczytać i dobrze zjeść, a przy tym cieszyć się wspólnie spędzona chwilą. Od kilkunastu lat mieszkamy w Norwegii i to właśnie o Norwegii najwięcej będzie w moim pamiętniku. Nasza przygoda z Norwegią, zwiedzaniem i podróżami zaczęła się w 2010 roku, kiedy to pewnego kwietniowego weekendu trafiliśmy nad fiordy, które jadły nam z ręki :)))) I wtedy zakochaliśmy się w Norwegii. Ale o tym po kolei…