LOFOTY

Białe noce na Lofotach…

Białe noce zwane po norwesku „Midnatsssol” czyli „słońce o północy” to jedno z ciekawszych zjawisk astronomicznych występujące na północnych wysokich szerokościach geograficznych. Mniej więcej od pierwszych dni maja aż do ostatnich dni sierpnia w całej Norwegii nie ma nocy,  a przy dobrej pogodzie dzień trwa cały czas. Położenie geograficzne sprawia, że na przełomie wiosny i lata oraz jesieni i zimy, różnica między dniem a nocą ulega zatarciu. Im wyżej na północ tym zjawisko to przybiera na intensywności. W tym czasie w ciagu doby można robić różne rzeczy bo ciągle jest widno. Można chodzić po górach, można wędkować, można pływać łódką, kajakiem, można też nurkować albo siedzieć i grać w karty. Wybór jest dość spory.

Norwegowie to „ludzie morza” i okres „dnia polarnego” od bardzo dawna spędzali na łodziach. Mając tak długą tradycję nie ma nic  bardziej relaksującego jak zwiedzanie Norwegii podczas białych nocy przemierzając kraj na pokładzie statku wycieczkowego. Linie Hurtigruten jedne z najpopularniejszych i najstarszych w Norwegii oferują wycieczki na północ kraju właśnie w tym okresie. Dwa tygodnie sunącym hotelem po fiordach Norwegii i to w białe noce… rewelacja.

Zawsze chciałam zobaczyć te białe noce. Nie potrafiłam sobie tego wyobrazić jak to jest żyć według zegarka. Będąc na Lofotach wcześniej już kilka razy widziałam jak to jest, ale dla mnie było zdecydowanie za mało. Musiałam zobaczyć więcej no i udało się. W 2017 roku będąc na Lofotach w końcu  zrobiliśmy sobie 24 godzinny maraton robienia zdjęć, chodzenia po górach no i oglądania cudownego zjawiska „zachodzącego” słońca, które w tym czasie na Lofotach nie zachodzi.

Pierwsze spotkanie z takim zjawiskiem było dla nas szokiem, tym bardziej że trafiliśmy na bardzo dobra pogodę w tym czasie. żeby nie czarne rolety w mieszkaniu ni ma mowy o spaniu. Człowiek o 24.00 czy o 3.00 funkcjonuje tak samo jak o 12.00 czy 15.00 w zwykły dzień. Sprawdziłam sama na sobie jak to działa…jednego dnia zasunęłam rolety o godzinie 01.30 i po 15 minutach oczy odmówiły posłuszeństwa, zachciało nam się spać. Tam można się rozregulować i przestawić na dobre. Tak ma wiele osób które przyjeżdża na Lofoty do pracy na sezon.

Plan na nasz 24 godzinny maraton był bardzo ciekawy i obszerny. Chciałam wejść na pięć gór, ale niestety nie daliśmy rady i z pięciu zrobiliśmy trzy. To też dobry wynik, resztę musze zostawić na inne wyjazdy.  Pogoda nam dopisywała i przez następne 24 godzin miała być idealna co mnie bardzo cieszyło.  Godzina 8.00 wyjeżdżamy z wyspy i ruszamy naładowani na to co zaplanowałam.

pogoda na 24 godziny…

Zima tamtego roku była bardzo sroga.  Padało bardzo dużo śniegu, co wędkującym w marcu sprawiało dużo kłopotów. Natomiast  przy temperaturze 25 stopni w czerwcu było aż dziwne, że na szczytach jest jeszcze tak dużo śniegu. Dla mnie to pasowało, bo dzięki temu mam cudowne zdjęcia i pamiątki.

Długie wiosenno- letnie dni na Lofotach są cudowne, malownicze krajobrazy i nieskazitelnie czysta przyroda przyciąga nas i tysiące innych turystów tu każdego roku. Kolory które nam wtedy towarzyszą są obłędne… i życie wtedy jest bardziej kolorowe i myśli radosne… Za to zimą w tamtych regionach panują dosłownie egipskie ciemności. Dnia nie ma prawie wcale, 4-5 godzin to wszystko co mają ludzie tam mieszkający. I dlatego Norwegia jest nazywana depresyjnym krajem i waśnie w Norwegii jest popełnianych bardzo dużo samobójstw. Rdzeni Norwegowie są przyzwyczajeni do takich warunków i  normalnie funkcjonują, pracują, ale też nie wszyscy. Ci którzy prowadzą normalne życie mogą jeszcze obserwować przy sprzyjającej ku temu pogodzie zorzę polarną czyli „Nørdlys”i noc polarną. Noc polarna to nie jest tak ciemna, jak zwykła normalna noc. W momencie, gdy słońce nie jest wystarczająco nisko poniżej linii horyzontu, jego promienie nadal trafiają do wyższych warstw atmosfery, gdzie ulegają rozproszeniu a następnie odbiciu w kierunku obszarów, na których występuje noc polarna. Taka noc polarna w Norwegii może trwać nawet pół roku.

Jedziemy dalej…

Pierwszym punktem naszego planu była plaża Kvalvika i góra Ryten. No i zrobiliśmy plan tak w połowie. Nie będę opisywać dlaczego planu nie ukończyliśmy tego dnia bo za dużo pisania ale nie odpuścimy i plan zrealizujemy przy następnej nadarzającej się okazji. Dojście do plaży zajmuje ponad godzinę po całkiem fajnym terenie z super widokami.

Widok w tym miejscu jest warty „milion dolarów” i czego chcieć więcej.

Powietrze które wdychamy, widoki które podziwiamy, jedzenie które smakujemy                                                              Język który słyszymy i uczucie którego doświadczamy, to wszystko co znamy…                                                                    To jest prawdziwa wolność… 

O 13.30 dotarliśmy na drugą górkę z równie pięknymi widokami. Trochę krótszą i lżejszą. To górka Røren  o której już pisałam. Miejsce jest niesamowicie piękne, a widoki z tej niewielkiej górki oczarowały nas bardzo. Posiedzieliśmy tam, pojedliśmy, popstrykaliśmy i ruszyliśmy dalej na pyszną rybną zupę, którą serwują po drugiej stronie w miejscowości Ramberg.

Po odpoczynku była jeszcze plaża na której też miło spędziliśmy czas. Mając taką pogodę tamtego dnia trzeba było wykorzystać ją na maksa. Nie zdarza to się zbyt często. Fajnym widokiem były dziewczyny na deskach które co chwile wpadały do tej lodowatej wody. W sumie to miejscowi to przyzwyczajeni to tej temperatury. O plaży w Ramberg i okolicy też juz pisałam tutaj.

Jadąc w kierunku następnej góry na która mieliśmy ochotę wejść zjechaliśmy gdzieś gdzie wczesnej jeszcze nie byliśmy. Okazało się że to mała miejscowość nad samym fiordem, z kilkoma dosłownie domkami. Jest to była wioska rybacka która dziś pełni funkcje bazy wędkarskiej. Miejscowość to Nusfjord. Jest to kompleksowa osada, która pochodzi z końca XIX wieku i początku XX wieku, co nadaje wiosce rybackiej wyjątkowy charakter.

W Nusfjord byliśmy około godziny 17.30 i tam spędziliśmy około godziny. Dalej pojechaliśmy w kierunku Leknes na doładowanie baterii w telefonach, aparatach i naszych. To wszystko załatwiliśmy na stacji benzynowej. Zjedliśmy posiłek napiliśmy się kawy, a w tym czasie nasze ładowarki zajęły wszystkie możliwe kontakty jakie były wolne. Pani ze stacji benzynowej nie miała nic przeciwko temu. Norwegowie na północy są bardzo życzliwi, pogodni i pomocni.

godzina 17.30…

Po godzinnym odpoczynku i małej dyskusji pojechaliśmy na kolejna górkę o której też już wspominałam, a była nią góra Offersøykammen. Góra znajduje się w okolicy Leknes i chodź górę widać z drogi to wejście na nią ciężko znaleźć i trzeba się troch nagimnastykować. Czasami z dołu można dojrzeć ludzi wchodzących albo schodzących i wtedy jest łatwiej namierzyć drogę. Wejście na górę rozpoczęliśmy około godziny 19.30 wieczorem przy temperaturze 24 stopni. Wejście na górę zajęło nam około godziny z kilkoma odpoczynkami, bo temperatura nas wykańczała. Za długo też nie mogliśmy posiedzieć bo inwazje komarów, które nas dopadały nie dawały nam spokoju i chcąc nie chcąc musieliśmy iść dalej. Góra jest dość spora ale widoki z niej wynagradzają całą męczarnię. Widoki tam mieliśmy przepiękne, tego niestety nie da się opisać w żaden sposób. Sędzieliśmy tam trochę czasu, a że byliśmy tam zupełnie sami mieliśmy wszystkie strony do fotografowanie dla siebie.

Kolejny w kolejce był już tylko spektakl sunącego się słońca wzdłuż linii horyzontu. Po tych zacnych widokach jakie zaserwowała nam matka natura ruszyliśmy na poszukiwanie odpowiedniego miejsca.

 

godzina 21.30…

Po drodze jeszcze kilkanaście razy zatrzymaliśmy się, bo nie mogliśmy uwierzyć w to co mieliśmy przed oczami i nie mogliśmy przepuścić takiej okazji. Każdy kawałek był cudowny albo jeden ładniejszy od drugiego. To jak dar od losu.  Dla mnie zdecydowanie było za mało tego 24-godzinnego maratonu w białe noce. Ja ciągle po dzień dzisiejszy mam niedosyt i czekam na kolejny raz.

„Choćbyśmy cały świat przemierzyli w poszukiwaniu piękna, nie znajdziemy go nigdzie indziej niż na Lofotach”

godzina 22.30 zdjęcie robione pod słońce…
godzina 22.45…

No i dojechaliśmy na miejsce naszego spektaklu. Miejsce to Laukvik gdzieś na końcu „świata” oddalone od Svolvær jakieś 40 minut. Tam spędziliśmy jakieś dwie godziny. Zrobiliśmy grila, wypiliśmy kawę i zapakowani w śpiwory siedzieliśmy i gapiliśmy się w słońce które leniwie obniżało się do lini horyzontu. Zrobiłam bardzo dużo zdjęć ale mało które mi się podobało bo niestety nie umiem  jeszcze robić zdjęć takim zjawiskom. Mimo wszystko kilka wybrałam i wstawiłam godziny schodzenia słońca.

godzina 23.40…
godzina 23.52…
godzina 00.30…
godzina 00.40…

Ostatnie zdjęcie jakie zrobiłam było po godzinie 01.15. po tej też godzinie słońce znowu wystrzeliło w górę i to co teraz napiszę będzie trochę dziwne ale w kilka sekund zrobiło się jeszcze widniej i cieplej. Na to zareagowaliśmy razem ze znajomymi. Przez chwilę myśleliśmy że chyba jesteśmy już zmęczeni ale tak było. Dalej już kierowaliśmy się w stronę naszej bazy, a że prom na wyspę mieliśmy dopiero o 8.00 rano to zostało nam już tylko fotografowanie.

godzina 01.24…
godzina 01.30…
godzina 02.05…

W tym miejscu biegających z aparatem było jeszcze kilka osób. Miejsce o 02.00 w nocy wyglądało zjawiskowo. Była totalna cisza i spokój.

„Wszystko na świecie jest piękne, a człowiek dostrzega je tylko wtedy, gdy widzi je z rzadka lub z daleka” 

godzina 02.10…

 

godzina 02.17…
godzina 02.20…
godzina 02.20…

I jak tu spać gdy słonce w okno świeci o 3.30 nad ranem. I nadszedł kolejny dzien, sloneczny dzien, niebo bezchmurne, a dokoła nic, tylko cisza…to wszystko wygląda jak sen, jak piękny sen…

godz 03.30…
godzina 03.45…
godzina 03.50…

I tak wyglądała nasza doba z aparatem w ręku. Podziwianie i stękanie z wrażenia jakie to mamy szczęście mogąc podziwiać te piękne widoki.  Około godziny 05.00 złamało nas i zasnęliśmy w aucie w oczekiwaniu na prom który miał nas przeprawić na wyspę do naszej bazy gdzie czekała na nas już  świeża i pachnąca rybka złowiona przez mojego męża też w ciągu tej fantastycznej doby.

Uwielbiamy ten czas, za każdym razem będą na Lofotach w okresie letnim jesteśmy  totalnie rozregulowani. Chodzimy spać jak nie ludzie, wstajemy o różnych porach, śpimy po kilka godzin bo jesteśmy wtedy  na maksa naładowani. Każdego dnia jemy inną rybkę, a do tego przed oczami mamy takie właśnie  widoki. Życzymy każdemu takiego wyjazdu na Lofoty jak my mieliśmy już kilka razy.

 

Flaga Norwegii

KRAJ: NORWEGIA
KONTYNENT: EUROPA
WALUTA: KORONA NORWESKA
STOLICA: OSLO
POWIERZCHNIA: 385.1550 km.kw.
OKRĘG: NORDLAND
POPULACJA: 5.109.056

O MNIE… Raz nienormalna.. ..zawsze realna.. ..mało kiedy idealna.. ..zawsze szalona i zakręcona :))) Nazywam się Ania. Mam 40 lat i jestem mamą dwójki uroczych dzieciaków i żoną super faceta. Uwielbiamy podróżować, fotografować, poczytać i dobrze zjeść, a przy tym cieszyć się wspólnie spędzona chwilą. Od kilkunastu lat mieszkamy w Norwegii i to właśnie o Norwegii najwięcej będzie w moim pamiętniku. Nasza przygoda z Norwegią, zwiedzaniem i podróżami zaczęła się w 2010 roku, kiedy to pewnego kwietniowego weekendu trafiliśmy nad fiordy, które jadły nam z ręki :)))) I wtedy zakochaliśmy się w Norwegii. Ale o tym po kolei…