Włochy

Burano kolorowe miasteczko…

15.05.2013

Burano to włoska wyspa mieszcząca się niedaleko Wenecji bo około 7 km. Jest bardzo charakterystyczna i urokliwa dzięki swoim kolorowym domkom. Pierwszy raz widziałam tak malownicze miasteczko właśnie tam. W Burano znaleźliśmy będąc na weekendzie we Włoszech, a dokładnie w Wenecji. Szukając różnych informacji o Wenecji znalazłam przez przypadek również wyspę Burano. Widząc te kolorowe domki bardzo zapragnęłam tam być i zobaczyć je na żywo. Zrobiłam plan wycieczki no i udało się.

Zaraz po przylocie następnego dnia wyruszyliśmy z Wenecji do Burano. Dojechać, a raczej dopłynąć do wyspy można wodnym autobusem vapooretto.  Cały kurs trwa około godziny z przesiadką w Murano. Tego dnia mieliśmy piękna pogodę to te domki wyglądały bajecznie. Kolory domów w świetle słońca były niesamowite mimo, że większość z nich wymagały odnowienia.  Cała wyspa wygląda jak jedna wielka bajka.

Budynek przy budynku i każdy ma inny kolor. Zielony różni się od zielonego, ciemny i jasny zielony, bladozielony i miętowy, do tego żółty, czerwony, niebieski, brązowy i fiolet, a był i różowy. I każdego z nich były odcienie. Czarnego nie wiedziałam, może nie dostali pozwolenia na taki kolor. Wyspa Burano  ma również swoją historię.

Burano  wyglądem przypomina Wenecję, ma mnóstwo kanałów i łódek bo w końcu była wioska rybacka. Wioska jest kolorowa ponieważ był to jedyny znak dla rybaków którzy wypływali na połów, a powrót do domu ułatwiały im kolory które z daleka widzieli. Kolory domów są różne i nie ma identycznego. Zgodę na dany kolor mieszkańcy dostawali od miasta. Oprócz rybołówstwa wioska żyła z wytwarzania koronek. Na wyspie była specjalna szkoła koronkarstwa. Do dziś na ulicach można spotkać kobiety wyszywające i robiące na szydełku. Prace są przepiękne od małych serwetek po obrusy, bieżniki, sukienki, bluzeczki, a nawet parasolki, firany i pościel. Na wykonanie jednego obrusa jednej kobiecie może zejść nawet trzy lata. Obecnie wyspiarze importują mnóstwo koronek z Chin i Tajwanu, które łatwiej sprzedać jako znacznie tańsze od dzierganych ręcznie. Oryginalne koronki igłowe z Burano kosztują majątek  trzeba jednak pamiętać,  że każda z kobiet  specjalizuje się w innym rodzaju ściegu. I jedna jest lepsza od drugiej.

Malowaniem domów zajmowały się kobiety, a potem każda z nich dodatkowo ozdabiała swój dom waśnie koronkami. Mężczyźni jeśli w tym czasie nie łowili to suszyli  i czyścili swoje sieci oraz naprawiali łodzie. Burano do dziś pozostaje ważnym ośrodkiem szkutniczym  co ciekawe, że tutejsi rzemieślnicy nie korzystają z planów i wszystko robią na oko.

Dziś wioska żyje głównie z turystyki i koronkarstwa.  Można również zakupić kraby i kałamarnice oraz włoskie wino jak i piękne weneckie maski. Na wyspę każdego roku przypływa bardzo dużo turystów.

A tu w oddali widać pochyłą wieżę XVI-wiecznego kościoła San Martino,  znanego przede wszystkim z cennych dzieł malarskich, m.in. Ukrzyżowania Tiepola i Adoracji pasterzy Francesca Fontebasso. Uroku uliczkom dodają ubrania wiszące na oknach, sznurach lub wystawiane na suszarkach.

Kawałek dalej wychodzi się na kolorowe Fondamenta della Giudecca – dobre miejsce na przyjemny spacer nad wodą. A po drodze mijamy deptak z restauracjami i sklepikami.

Podsumowując Burano to kolorowe domy, rybołówstwo i koronki – oto trzy najważniejsze wyróżniki wyspy.

 

Flaga Włoch

  • KRAJ: WŁOCHY·
  • KONTYNENT: EUROPA
  • STOLICA : RZYM
  • WALUTA: EURO
  • POWIERZCHNIA: 301 230 KM² ·
  • POPULACJA: 60 054 511

O MNIE… Raz nienormalna.. ..zawsze realna.. ..mało kiedy idealna.. ..zawsze szalona i zakręcona :))) Nazywam się Ania. Mam 40 lat i jestem mamą dwójki uroczych dzieciaków i żoną super faceta. Uwielbiamy podróżować, fotografować, poczytać i dobrze zjeść, a przy tym cieszyć się wspólnie spędzona chwilą. Od kilkunastu lat mieszkamy w Norwegii i to właśnie o Norwegii najwięcej będzie w moim pamiętniku. Nasza przygoda z Norwegią, zwiedzaniem i podróżami zaczęła się w 2010 roku, kiedy to pewnego kwietniowego weekendu trafiliśmy nad fiordy, które jadły nam z ręki :)))) I wtedy zakochaliśmy się w Norwegii. Ale o tym po kolei…