INNE

Co było…co będzie… rok 2018/2019

Tego co będzie tego nikt nie wie, czas pokaże…ale co było zostało już tylko wspomnieniem. Było, minęło…Wciąż zastanawiam się, dlaczego to się skończyło… myślę o wszystkim, co się działo…wspominam miejsca, w których byliśmy i  wspólnie czas spędzaliśmy… Każdy rok to nowe plany, nowe marzenia i doświadczenia i co za tym idzie też nowe podróże.                                                                                                                                                                                     Rok 2018 był dla nas super rokiem. Może nie było tych podroży wiele i w każdym jego miesiącu ale dla nas każdy wyjazd dużo znaczył. Mimo to zobaczyliśmy wiele ciekawych miejsc i  których było więcej niż 12 i  zrobiły na nas ogromne wrażenie i do których chętnie wrócimy. Co prawda nie lubię pisać o nas o sobie ale lubię dzielić się tym gdzie byliśmy i co widzieliśmy… bo ponodź podróże kształcą, uczą i rozwijają i z tym się musze zgodzić… i tym też żyję… bo to mnie nakręca i daje siłę na kolejne dni i miesiące. Niesamowite jest to że każde nowe miejsce, każda podróż i nowe miejsca chłonę i przeżywam ze zdwojoną siłą. Norwegia to depresyjny kraj i na ten kraj trzeba mieć lekarstwo. Nie zawsze witamina D3 daje radę… ja znalazłam lekarstwo dla nas i muszę przyznać że działa 🙂

Rok 2018 to rok udany pod względem wyjazdów. To wszystko co zaplanowałam udało się zrealizować. To ile radości, niesamowitych i pozytywnych wrażeń nam dostarczył nie da się opisać żadnymi słowami. Przyznam, że pożegnałam go z ogromnym żalem, ale z drugiej strony liczę na to że 2019 będzie podobny do tego minionego. Każdego roku po odbytych podróżach robię plan na rok kolejny. Jakoś tak to mi weszło w krew już dawno temu.

Kolejny rok za nami, a u nas mała zmiana i nowa zakładka z podsumowaniem i planami na kolejne 365 dni. Nie sądziłam że kiedyś zrobię taka notatkę i będę podsumowywać jak to było u nas. Wzięło mnie na wspomnienia z tych małych jeszcze podróży… bo jakby nie było ten blog powstał z myślą o potomkach i nadzieją na to że będą kontynuować po nas tą tradycję. I mam nadzieje, że to też się stanie naszą tradycja i że będę miała co pokazywać i o czym pisać, a przy tym co wspominać. Nie było tego dużo ale moje baterie były ładowane i ciągle trzymały co najważniejsze.

„W przeszłość przenoszą nas wspomnienia, w przyszłość marzenia”

Styczeń, luty, marzec… Norwegia…

Pierwsze trzy miesiące roku zimowaliśmy jak misie w domu z kilkoma wyjazdami na narty, w środkową Norwegię. Moja trójka uwielbia szusować po górkach, a ja uciekam w tym czasie w plener bo to mnie bardziej kręci. Oddaje się tej przyjemności z wielką chęcią.

…ski resort Skahøgdi- Gol…
…region Buskerud…

W marcu mój mąż jak co roku wybrał się na swoja wędkarska przygodę na lofockie wody. Połów niestety tym razem nie był zbytnio udany. Wiatry i wysokie fale zmusiły chłopaków do koczowania w bazie, ale mój mąż podobnie jak ja nie lubi za długo siedzieć i czasu marnować to wybrał się  w raz kilkoma kolegami na wycieczkę z miejscowości Å do Reine na piechotę jakieś 14  km z wejściem na górę Reinebringen. Nie byłam z tego powodu zadowolona ponieważ ta góra jest bardzo stroma i latem czasami jest problem na nią wejść jak  woda leje się  po nogach i jest bardzo ślisko a co dopiero zimą, przy silnym wierze i śniegu po kolana. No ale cóż maż polazł po zdjęcia dla mnie bo wiedział że chciałam, a że to  nasze wspólne podróże chciał mieć jakiś wkład i ekstra wpis.

…Reinebringen…

Kwiecień…Włochy,

Na początku kwietnia wylądowaliśmy we Włoszech.Uwielbiamy ten kraj i przynajmniej raz w roku tam lecimy. Tym razem byliśmy w Rzymie, potem udaliśmy się do Materny,  Alberobello następnie pojechaliśmy do Positano i znowu do Rzymu i Watykanu. Spędziliśmy tam kilka wspaniałych słonecznych i ciepłych dni z mnóstwem niezapomnianych wrażeń.

 

Maj…Loty, Møre og Romsdal,

Maj to miesiąc wiosenny i z reguły spędzamy go na wyjazdach po Norwegii. I tak też było w tym roku. Na majówkę wybraliśmy się w kilka miejsc do Møre og Romsdal. Była to platforma Rampestreken, Droga Trolii, Szczyt Dalniba, Lodowiec Briksdalsbren, Loen Skylift  no i po drodze fiordy. A do tego  przypadkowo i całkiem nie planowanie wylądowaliśmy też   na Lofotach. Wyjazd był tylko trzy dniowy,  wręcz z dnia na dzień co mi się bardzo podobało. Trafiliśmy na świetną pogodę, weszliśmy na dwie górki, zrobiliśmy tysiące zdjęć i przywieliśmy potrzebne nam informacje.

 

Czerwiec…Lofoty, 

W czerwcu jak co roku od kilku  latamy tradycyjnie na Lofoty i obchodzimy tam naszą rocznicę ślubu, robiąc to co kochamy najbardziej. Mąż mój oddaje się wędkowaniu a ja bieganiu z aparatem po górkach. Niestety pogoda w tym roku nam nie bardzo dopisała. Mimo to mąż nałapał ryb, razem byliśmy też ja wspólnej wyprawie no i ja też popstrykałam i byłam w kilku nowych miejscach.

 

Lipiec…Zakynthos, Kefalonia, Turcja, 

W lipcu jak każdego roku jedziemy do kraju odwiedzić rodziców i znajomych, a potem na wybrany kierunek. W 2018 były aż dwa. Zakynthos i Turcja. Będąc na Zakynthos popłynęliśmy jeszcze na jedna wyspę Kefalonię. To były naprawdę udane wakacje mimo tego że trochę meczące z tym jeżdżeniem po lotniskach, ale warto było. Obie greckie wyspy  są godne polecenia ale Turcja- Kapadocja i lot  balonem były najlepszym i niesamowitym wrażeniem z wakacji.

…Zakynthos…
…Kefalonia…
…Turcja…

Sierpień- Wrzesień…Włochy…

Na koniec sierpnia udało nam się jeszcze wyskoczyć na kilka dni do Włoch. Pomoczyć kości w termach Saturnia, zobaczyć w końcu w całości Cinque Teere i jeszcze kilka innych ciekawych miejsc miejsc, o których będzie w niedługim czasie.

Resztę roku spędziliśmy na pracy i planowaniu kolejnego 2o19 roku. O całej reszcie pisać nie będę bo choroby, przeczytane książki  i praca nie mają całkowicie związku z blogiem.

A co dalej…

A jakie plany mamy na 2019… Jeździć, chodzić, zwiedzać, wspinać się…jednym słowem podróżować ile się da. W planach mamy  Azję, Grecję, Portugalię, Islandię, Włochy no i oczywiście Norwegię i jej kolejne nowe miejsca jeszcze przez nas nieodkryte. A co z tego wyjdzie zobaczymy. Już w lutym wyruszamy na pierwszą daleką w tym roku wyprawę. Jak będzie zobaczymy… Jest jeszcze kilka nowych postanowień, które zrodziły się w naszych głowach, bo przecież nie samymi podróżami człowiek żyje.

Dziękuję wszystkim którzy tu zaglądają i zostawiają miłe słowo. To bardzo miłe… Wszystkim i każdemu z osobna  życzę dużo wspaniałych chwil w tym roku, wytrwałości w postanowieniach i super wrażeń na cały nadchodzący rok, żeby w kolejnym było o czym pisać i mieć co wspominać.

O MNIE… Raz nienormalna.. ..zawsze realna.. ..mało kiedy idealna.. ..zawsze szalona i zakręcona :))) Nazywam się Ania. Mam 40 lat i jestem mamą dwójki uroczych dzieciaków i żoną super faceta. Uwielbiamy podróżować, fotografować, poczytać i dobrze zjeść, a przy tym cieszyć się wspólnie spędzona chwilą. Od kilkunastu lat mieszkamy w Norwegii i to właśnie o Norwegii najwięcej będzie w moim pamiętniku. Nasza przygoda z Norwegią, zwiedzaniem i podróżami zaczęła się w 2010 roku, kiedy to pewnego kwietniowego weekendu trafiliśmy nad fiordy, które jadły nam z ręki :)))) I wtedy zakochaliśmy się w Norwegii. Ale o tym po kolei…