Grecja

Kreta laguna Balos i Gramvousa…

Balos i Gramvousa  to była jedna z najważniejszych atrakcji Krety jakie chciałam zobaczyć właśnie na tej wyspie. Nie byłam wstanie sobie nawet tego wyobrazić jak Laguna Balos  musi pięknie wyglądać na żywo. Oglądając zdjęcia z internecie zachwytu końca nie było i nie mogłam doczekać się kiedy to moje oczy same ujrzą to niezwykłe miejsce.

Po kilku dniach leniuchowania na wyspie nadszedł dzień wyjazdu na wycieczkę. Zbiórka rano przed hotelem i wyjazd w stronę portu Kissamos,  skąd kierowaliśmy się w pierwszej kolejności na  Półwysep  Gramvousa .                          Półwysep  Gramvousa to północno- zachodni cypel Krety. Nie jest zbyt szczególnym miejscem i nie ma tam nic fascynującego jak również nie ma żadnych  oznak cywilizacji. Co tam przyciąga to niesamowite widoki. Gramvousa to wyspa na którą dotrzemy  tylko statkiem wycieczkowym. Po drodze zatrzymujemy się kilkunasto minutową przerwę i zwiedzamy Fortecę Wenecką wzniesioną wysoko nad poziomem morza bo aż 137 m. Aby dotrzeć do fortecy trzeba wdrapać się po nie zbyt wygodnej scieżce obsypanej kamieniami. Tego dnia w słońcu było około 45 stopni.

Kreta  jest największą grecką wyspą i piątą co do wielkości na Morzu Śródziemnym. Usytuowana jest na granicy między Azją, Europą a Afryką.  Powierzchnia wyspy wynosi 8336 km2 i otoczona jest przez Morze Kreteńskie (od północy),  Morze Libijskie (od południa) oraz Morze Mirtejskie (od zachodu). Linia brzegowa Krety jest bardzo dobrze rozwinięta (ma około 1050 km długości), dzięki czemu posiada dużą ilość pięknych plaż. Kreta jest wyspą długą, ale wąska, gdyż jej szerokość w najwęższym punkcie zwanym przesmykiem lerapetra liczy ok. 12 km, natomiast długość równa jest 260 km.

Na Lagunę Balos można dostać z dwóch stron i na dwa sposoby. Jeden to sami, a drugi to z biura podróży. Ja bardzo miałam ochotę na wycieczkę  indywidualną ale za dużo było małych dzieci żeby po zaparkowaniu dreptać jeszcze 40 minut w przerażającym upale. Na zdjęciu powyżej widoczna jest  wyjeżdżona już droga przez turystów i to właśnie kierunek na Balos. 

My tym razem płyniemy promem po bajecznej zatoce, a trasa wycieczki biegnie wzdłuż północnego wybrzeża i po godzinie będziemy na lagunie od drugiej strony. Czas na otwartym pokładzie stateczku mija dość szybko, a widoki które mijamy po drodze umilają nam czas. I po godzinnym rejsie dobijamy do  Gramvousa. To niezamieszkana wysepka, z nienaruszoną przyrodą jest naturalnym rezerwatem dla wielu gatunków ptaków. W planie mamy kąpiel w zatoce i zwiedzanie ruin fortecy. Jedni korzystają z kąpieli, a inni wdrapują się na wzgórze. Przy takim upale jaki nam towarzyszył tego dnia to zdecydowanie najlepsza była kąpiel w przyjemnie ciepłej wodzie. Jedyny minus tego miejsca to bardzo duża ilośc jeżowców, która niestety uniemożliwiła tą radość.

Ja oczywiście biegnę na wzgórze w mało odpowiednim obuwiu bo nie dostaliśmy informacji żeby zabrać obuwie kryte na tą wspinaczkę. I tak dla informacji koto jeszcze nie był a ma zamiar tam się wdrapać proponuję buty nie japonki tylko jakieś kryte bo ciężko wchodzić i schodzić w japonkach jak na drodze jest  mnóstwo kamieni i pisku. Przy tak wysokiej temperaturze stopy się pocą i niestety bardzo się ślizgają.

Wejście na samą twierdze wymaga lekkiego wysiłku ale jest to niewielki koszt biorąc pod uwagę jakie widoki czekają na nas u góry. Niewątpliwą atrakcją tego miejsca są bajeczne panoramy i kolorystyka otaczającego morza, cała reszta która została u góry to kupa kamieni i gruzu z zaledwie jednym budynkiem. Z góry wręcz karaibskie widoki i mimo strasznej spiekoty na zewnątrz warto tam było podreptać.

Gramvousa była wykorzystywana jako baza przez Wenecjan, którzy próbowali bezskutecznie odzyskać Kretę, ale także przez Kreteńczyków, którzy opierali się rządom Osmańskim. W czasie rewolucji Grecji przeciwko Turkom, Gramvousa odegrała bardzo ważną i decydującą rolę. Po kilku próbach zamek został ostatecznie zdobyty przez kreteńskich powstańców w 1825 roku, gdy niektórym z nich udało się dostać do środka w przebraniu Turków.Gramvousa była również pierwszą częścią Krety, która została wyzwolona spod panowania otomańskiego. Służyła jako schronienie dla ponad 3000 osób i stała się punktem wyjścia dla wszystkich działań rebeliantów.

Na górze nie da się za długo wytrzymać będąc tam w samym środku lata. Po sfotografowaniu pięknych widoków z góry czas wracać na dół. Zejście zawsze gorsze i w tym przypadku też tak było. Po około dwóch godzinach czas ruszać na upragnioną lagunę BALOS. Zaledwie 15 minut rejsu statkiem dzieli wyspę od malowniczej laguny Balos, gdzie na turystów czeka krystalicznie czysta woda, złocisty piasek i wspaniały relaks.

Żeby mieć ten widok, który pewnego razu zobaczyłam w internecie musiałam jak zwykle podreptać wyżej.  W tym upale 40-stopniowym ciężko się wchodziło, żeby tego było mało piasek był strasznie gorący. Mimo wszystko mała wspinaczka była warta tego. Widok na  krystalicznie czystą wodę, zapiera dech w piersiach. Taka wycieczka wzbudzi zachwyt u każdego. Laguna jest bardzo płytka, a woda bardzo ciepła. Kąpiel w morzu i opalanie rekompensuje upały panujące tam w  sezonie.

Legenda głosi, że na Balos niegdyś stacjonowali piraci i to oni jako pierwsi odkryli uroki tego miejsca…

Cena wycieczki zakupiona w biurze podróży to 57 euro od osoby z posiłkiem na statku 

Ceny za rejs, które można zakupić na Krecie bez posiłków…

  • Pasażerowie w wieku do 2 lat podróżują bezpłatnie.
  • Pasażerowie w wieku od 3 do 12 lat płacą 13 €
  • Pasażerowie w wieku ponad 13 lat płacą 27 €

 

Flaga Grecji

KRAJ: GRECJA
KONTYNENT: Europa
REGION: KRETA
POPULACJA: 19 462
POWIERZCHNIA: 317 KM²

O MNIE… Raz nienormalna.. ..zawsze realna.. ..mało kiedy idealna.. ..zawsze szalona i zakręcona :))) Nazywam się Ania. Mam 40 lat i jestem mamą dwójki uroczych dzieciaków i żoną super faceta. Uwielbiamy podróżować, fotografować, poczytać i dobrze zjeść, a przy tym cieszyć się wspólnie spędzona chwilą. Od kilkunastu lat mieszkamy w Norwegii i to właśnie o Norwegii najwięcej będzie w moim pamiętniku. Nasza przygoda z Norwegią, zwiedzaniem i podróżami zaczęła się w 2010 roku, kiedy to pewnego kwietniowego weekendu trafiliśmy nad fiordy, które jadły nam z ręki :)))) I wtedy zakochaliśmy się w Norwegii. Ale o tym po kolei…