Norwegia

Majówka w przeklętym miejscu Norwegii- Loen i okolice…

Każdego roku już od kilku lat na majówki jeździmy w Norwegię. Kraj ten ma bardzo dużo ciekawych miejsc i nie wszystkie są przez nas jeszcze odkryte. Ciężko jest wybrać region, w którym chcemy spędzić kilka tych wolnych dni bo w Norwegii o tej porze jeszcze jest sporo śniegu, pada obficie i jest zimno. Szykuje kilka alternatyw, żeby mieć z czego ewentualnie wybrać, jak zawiedzie wschodnia cześć to jedziemy na zachodnią.

W 2016 roku mieliśmy jedną z najlepszych majówek i pod względem pogody i piękną widokowo. I jak się okazało ciekawą. Niestety nie da się wszystkiego pokazać tak jak bym chciała. Na tamten czas wybraliśmy zachodnią część Norwegii, a w planie mieliśmy rejs fiordem Geiranger, miasto Ålesund, wioski Loen i Stryn i ich okolice, oraz spacer pod lodowiec Kjenndalsbreen. Miejsca fajne, piękne widokowo tylko bardzo daleko od naszego miejsca zamieszkania.

Wyjechaliśmy z samego rana i czas naszego przejazdu wyniósł dokładnie cały dzień. Po drodze zatrzymywaliśmy się kilka razy na kawę, posiłek i na rozprostowanie nóg. Pogoda zapowiadała się piękna i taka była.  W nie których miejscach było już zielono, ale były i miejsca jeszcze zaśnieżone.  Jednym z postojów był punkt widokowy nad fiordem Fjærlandsfjorden. Tego dnia fiord pięknie się prezentował, a my z tego powodu byliśmy bardzo zadowoleni.

Kilka kilometrów dalej i wyższych miejscach jeszcze wiosny nie widać. Śnieg, temperatury bliskie 0 stopni, zimno i bardzo surowo, czyli typowe norweskie krajobrazy.

I o godzinie 19.00 dojechaliśmy do naszego kempingu. Miejsce przepiękne nad jeziorem Lovatnet. Miejsce cudowne,  dookoła cisza i brak żywej duszy. Az dziwne bo okolica serwuje mnóstwo ciekawych miejsc. Co może być powodem że tak jest? Przez przypadek dowiedzieliśmy się że w tym miejscu miała miejsce tragedia i to dwukrotnie o której głośno się nie mówi. Czy turyści omijają wilkim łukiem to miejsce z niewiedzy o nim, czy ze strachu?  Tego nikt nie wie…

Miejsce noclegowe które dostaliśmy było w cudownym miejscu, ale dojazd do tego miejsca graniczył z cudem. Droga wąska kreta i zero szans na minięcie się z drugim autem.  Z jednej strony droga kończyła się już w praktycznie w wodzie, a z drugiej strony wisiały poszarpane ściany gór. Momentami baliśmy się że zahaczymy dachem samochodu. Dziś już wiem dlaczego to wszystko tak wygląda.

Historia miejsca…

Prawdopodobnie przyczyną są krążące po okolicy duchy przodków, których ciała na zawsze spoczęły na dnie jeziora. Pierwsza  tragedii miała miejsce niedzielą w godzinach popołudniowych 15 stycznia 1905 roku. Tego dnia, z  góry Ramnefjell oderwał się potężny skalny olbrzym, wysoki na ponad 100 metrów i ważący ok. 125 tys. ton granitowy blok wpadł z wielkim impetem do wody z wysokości ponad 500 metrów. Fala jaką wytworzył głaz, miała wysokość 40 metrów i zmyła z powierzchni ziemi dwie najbliższe wioski Nesdal i Bodal. W ciągu kilku sekund zginęło  61 mieszkańców tych wiosek. Większości ciał ofiar nie odnaleziono.
Spoczywają do dziś w jeziornej mogile (wydobyto i pochowano jedynie 9 ciał).  W dodatku stateczek wycieczkowy Lodalen, pływający po tym jeziorze, został wyrzucony w głąb lądu na odległość ponad 350 m. Po kataklizmie wioski odbudowano, a mieszkańcy zajęli się codziennością.  Życie toczyło się dalej, a morderczej góry Ramnefjellet (1493 m.n.p.m.) co jakiś czas dochodziły do wiosek groźne pomruki pękających skał. Sporadycznie do wody wpadały większe i mniejsze głazy. Nikogo to nie wzruszało, przecież nic dwa razy się nie zdarza. Mijały lata, życie w maleńkich wiskach toczyło się dalej. W odbudowanych wioskach przyszło na świat,już drugie pokolenie ofiar tragedii, pamięć o kataklizmie odchodziła powoli w niepamięć. Niestety okrucieństwo przyrody sprawiło, że po 31 lat, mordercza góra uderzyła z jeszcze większą siłą, znowu była niedziela 13 września. Głaz który wtedy uderzył w taflę spadł z wysokości prawie 800 m, potęgą ponad miliona metrów sześciennych. Fala jaką spowodował miała 70 metrów wysokości! Nesdal i Bodal po raz kolejny zapadły się w otchłań, a  jezioro stało się grobem dla kolejnych 74 mieszkańców. Dwie tragedie, 1905 i 1936 pochłonęły w sumie 135 istnień ludzkich.

Bardzo smutna to historia ale prawdziwa…

Kolejnego dnia wyruszyliśmy na zaplanowany wcześniej rejs fiordem Geiranger  oraz do miasta Ålesund. Jezioro Lovatnet z rana prezentowało się niesamowicie. Nie mogliśmy zebrać się do dalszej drogi bo obraz który mieliśmy przed oczami nie pozwalał nam na to. W tym miejscu było słychać jedynie śpiew ptaków, szum wodospadów, które ze zboczy gór wpadają do jeziora jako białe i wąziutkie niteczki i psa który dreptał z miejsca na miejsce. Aż trudno uwierzyć, że w tym miejscu mogła mieć miejsce tragedia.

Miejsce kempingowe „Sande Camping” to jedno z najładniejszych jakie widziałam w Norwegii. W takim miejscu można spędzić świetny urlop pod warunkiem że nie pada. Oprócz pięknych widoków tak odcięte od ludzi  miejsce posiada recepcje, mała kawiarenkę i mini bar z możliwością zjedzenia ciepłego posiłku, kiosk z pamiątkami oraz bogatą informację o atrakcjach turystycznych w okolicy.

Ciężko jest jechać i zobaczyć miejsca zaplanowane jak po drodze widoki jak z bajki. I wiem że Norwegię będę zwiedzać chyba całe życie bo nie da się jej zrobić w kilka weekendów. To jest niemożliwe. Kto był ten wie…

W dolinie było pięknie już, zielono, a wyżej znowu szaro, surowo i jeszcze zimowo.  I tak możemy wiosną mieć dwie, a nawet trzy pory roku.

Tu jak widać u góry mijamy narciarzy. Wdrapują się pół dnia żeby raz zjechać 🙂 ciekawe zajęcia mają.

My też korzystaliśmy z pogody jak była w tym miejscu, połowa maja a śniegu całe hałdy. Jadąc na taka wycieczkę trzeba mieć spory zestaw ubrań. Począwszy od ciepłych bluz i kurtek po spodenki i koszulki.

W tym miejscu siadamy za każdym razem jak jesteśmy nad Geiranger. Chodź parę minut ale posiedzieć trzeba. Miejsce uspokaja, doładowuje i z wielkim smutkiem je się opuszcza. 1,5 godzinny rejs fiordem Geiranger minął nam spokojnie i przyjemnie, niestety nie było spadającego pięknego warkocza wodospadu „siedmiu sióstr” bo albo byliśmy za wcześnie albo zimą było mało śniegu i górskie szczyty oddały już wszystko co miały.

W godzinach popołudniowych dojechaliśmy w końcu do Ålesund cudownego miasta położonego na kilku fiordach w otoczeniu gór Sunnmøre. Miasto odwiedzamy za każdym razem będąc w okolicy. Widok z punktu Aksla jest cudowny i nie można przejechać obojętnie. Ale zanim dojechaliśmy do miasta po drodze mieliśmy jeszcze atrakcje jakie zorganizowała nam pogoda. W Norwegii deszcz przychodzi nagle, z minuty na minutę potrafi rozpadać się i to całkiem mocno.

W godzinach wieczornych wymęczeni wracamy do naszej bazy w przeklętym, a zarazem cudownym miejscu. Podróże po pięknej Norwegii, aktywna turystyka wielu przyciągnęło do tego kraju, a Ci którzy chodź raz odwiedzi i pokochali krainę fiordów wracją tu częściej. Jednak surowy klimat i niepewna pogoda, skutecznie odstrasza innych. Kwestii nie ulega jedno, są tutaj miejsca bajeczne, a do takich bajkowości należą okolice jeziora Lovatnet. Wieczór tego dnia był nieziemsko piękny i spędziłam kilka godzin patrząc na te wysoki góry i turkusowe wody jeziora.

Kolejny dzień był dniem wyjścia pod lodowiec który mieliśmy w pobliżu. Kilka lat wcześniej byliśmy już  pod tym językiem lodowca. To kolejny język lodowca Jostedalsbreen o nazwie Kjenndalsbreen. O tym miejscu wiedzą chyba tylko miejscowi i nieliczni turyści tacy jak my.  Będąc tam dwa razy nie widzieliśmy żadnych ludzi wędrujących w stronę lodowca.

Do lodowca jest fajny 1,5 godzinny spacer. Droga była jeszcze miejscami sporo zaśnieżona. W 2011 byliśmy o trzy tygodnie później to już śniegu nie było.

W oddali widać już język. Do lodowca niestety nie doszliśmy ani wtedy ani teraz ze względu na olbrzymie głazy i dużą ilośc śniegu. Tym razem nie mogliśmy nawet podejść bliżej gdyż woda nam to uniemożliwiła .

No i wracamy z kolejnego dzikiego miejsca Norwegii, zapomnianego przez człowieka. Kolejny punkt naszej majówki to powrót do domu pięknymi drogami i miejscami jakie oferuje nam ten kraj. Po drodze jeszcze kilka przystanków, a jeden z nich to stara osada z porośniętymi dachami. Wiosna jest niesamowita, wszystko budzi się do życia i pięknie wyglada.

Dolina Lodalen jest prawdziwym klejnotem i przypomina sielankowe scenerie norweskich obrazów z dawnych lat. Takie obrazki można zobaczyć w wielu miejscach Norwegii ale w okolicy Loen i na tym pięknym jeziorem ta sceneria robi piorunujące wrażenie. Dawniej powszechnie pozwalano trawie rosnąć na dachu. Dach był wykonany z kory drzewa i obłożony darnią. Na takiej  ściółce rosła przez większość roku trawa, razem z ziołami i kwiatami. Taka praktyka krycia dachu bardzo się sprawdzała w termoizolacji. Dzisiaj znów jest w modzie mieć  zielony naturalny dach. Musze przyznać, że swietnie to wygląda i bardzo pasuje do gór i fiordów.

Tu już żegnamy się z pięknymi widokami i wjeżdżamy w zimową scenerię Norwegii.  Obszar górski Strynfjellet i Jotunheimen dość sługo jest pokryty śniegiem. W dolinach jest już wiosna i jest znacznie cieplej ale są niestety jeszcze obszary gdzie jest dużo śniegu i jest o 10 stopni zimniej.

Nie jest źle jak pogoda dopisuje i  jest słonecznie, wtedy można jechać i takimi odcinkami. Oczywiście polecam „przeklęte” lub „tragiczne” miejsce Loen i okolice.

 

INFORMACJE PRAKTYCZNE…

  • nocleg w Sande Camping, kemping oferuje kawiarnię , kiosk, informację turystyczną, pole kempingowe i domki z ogrzewaniem i wyposażeniem. Nasz domek oprócz pięknego widoku posiadał:
    odległość od recepcji  Sande Camping to 9 km, kierunek Kjenndalsbreen
    Wynajem minimum 3 dni
    2 sypialnie, 1 pokój z podwójnym łóżkiem i 1 pokój z łóżkami piętrowymi
    Kołdry i poduszki
    Dobrze wyposażona kuchnia z kuchenką, lodówką / zamrażarką itp.
    kominek wewnątrz opalanym drewnem i grill na zewnątrz
    Kryty ganek z ławką
    Łódź wiosłowa do Waszej dyspozycji
    Sprzątanie końcowe wliczone w cenę
    Wszystkie udogodnienia jakie mamy w Sande Camping mogą być wykorzystywane dla naszych gości przebywających w Gjershaugen. Ze względu na wysokie góry, zarówno jak i sygnał telewizyjny oraz połączenie internetowe są trudne.
  • cena-  1,5-31.10.16: NOK 950, – za noc
    Uwaga: minimalnie 3 dni wynajmu
    Sprzątanie końcowe w cenie
    Pościel / ręcznik NOK 95, – za osobę za okres wynajmu
  •  domki 5-6 osobowe cena za nos 1100 koron
  •  domki 8-10 osobowe cena za noc 1900 koron
  • ceny kempingu na rok 2018Samochód + karawana kr. 205, –
    Samochód + namioty kr. 205, -Dodatkowy namiot 60 koronBobil kr. 205, -Motocykl + namioty kr. 85, –
    Prąd kr. 40 –
    Od osoby  kr. 25, –
    Dzieci 6-15 lat kr. 15, –
    Dzieci do lat 6 za darmoPrysznic: Kr.10, – przez 5 minut
    Pralka i suszarka: Kr. 40 –
  • odpowiednie ubranie
  • jedzenie i woda
  • droga z Loen do Geirangerfjord nr.E15 następnie E63 czas około 1 godziny
  • droga z Geiranger do Ålesund  nr.E63/E39/E136 latem w okresie zimowym E60 kierunek Hellesyt około 105 km czas 3,5 godz
  • droga z Loen do Ålesund E15/E39 czas około 2,5o godz  około 128 km

Atrakcje okolicy…

Loen, Stryn i Nordfjord oferują wiele pięknych i różnorodnych atrakcji. Wiele z oferowanych zajęć jest opartych o przyrodzie i są zaprojektowane tak, aby można je było przeżyć samodzielnie lub w połączeniu z przewodnikiem. Pogoda w tych miejscach może szybko ulec zmianie, więc trzeb być zawsze no to przygotowanym. Będąc w takim miejscu warto wybrać się w góry lub na lodowiec. Wyprawy wędkarskie często zapewniają dobry połów przy złej pogodzie niż w słoneczne dni. Tamtejszy obszar jest bardzo urozmaicony i można go dobrze wykorzystać.

  • Szczyt SKÅLA 1848 m jest najpopularniejszą wycieczką w regionie. Jest to jednodniowa wycieczka dla osób, które są w dobrej formie, nie ma problemu, aby zabrać dzieci na wycieczkę. 8 km spacer po parku Josledalsbreen z widokiem na góry i fiordy…
  • w wodach Lovatnet można zupełnie za darmo wędkować a ryby jakie występują w tych wodach to pstrągi. Średnia waga pstrąga w wodzie wynosi około 200 gramów, a jedna z największych ryb, które zostały złowione w przeszłości, ma 9,2 kg
  • Absolutnie polecany podczas pobytu w Loen!Loen Skylift  to spektakularna, nowa atrakcja i wielka przygoda, położona w Nordfjord, w samym sercu norweskiego fiordu. Gondola dowozi turystów na wysokość 1011 m. Na szczycie znajduje się restauracja, w której można zjeść smaczny posiłek z panoramicznym widokiem na obłędnie piękny krajobraz. Z górskiego Hoven możemy podziwiać fantastyczny widok na Loen / Lodalen, Olden / Oldedalen i oczywiście Nordfjord. Zostało również opracowane świetne szlaki zarówno na krótkie, jak i długie wycieczki. Z góry można zejść samemu.
  •  Stryn oferuje wycieczkę po lodowcu                                                                                                                                Sezon: lipiec i sierpień
    Poniedziałek – piątek
    Min. Wiek: 12 lat
    całość około 6,5  godziny o średnim stopniu trudności
    Cena kr.970, – za osobę, w tym wszelkich niezbędnych urządzeń i transportu z wyciągu krzesełkowego. (15% zniżki dla grup ludzi Min.4)
    punkt 09.30 Spotkanie na parkingu przy ośrodku narciarskim Stryn lato
    Maksymalnie 12 osób na przewodnika
    Rezerwacja najpóźniej na dzień przed.
    Rejestracja i informacje Briksdal Adventure +47 57 11 80 70, mobile + 47876808 lub e-mail: booking@briksdaladventure.com
    Wspinaczka na lodowiec  i wyjazd z parkingu około 10:00. Pierwsza część podróży jest w wyciągu krzesełkowego z pięknymi widokami.  Podczas takiej wycieczki nie może być już śniegu dlatego najlepszymi miesiącami są lipiec i sierpień. Spacer po samym lodowcu trwa około godzinę.

O MNIE… Raz nienormalna.. ..zawsze realna.. ..mało kiedy idealna.. ..zawsze szalona i zakręcona :))) Nazywam się Ania. Mam 40 lat i jestem mamą dwójki uroczych dzieciaków i żoną super faceta. Uwielbiamy podróżować, fotografować, poczytać i dobrze zjeść, a przy tym cieszyć się wspólnie spędzona chwilą. Od kilkunastu lat mieszkamy w Norwegii i to właśnie o Norwegii najwięcej będzie w moim pamiętniku. Nasza przygoda z Norwegią, zwiedzaniem i podróżami zaczęła się w 2010 roku, kiedy to pewnego kwietniowego weekendu trafiliśmy nad fiordy, które jadły nam z ręki :)))) I wtedy zakochaliśmy się w Norwegii. Ale o tym po kolei…