Sycylia

Sycylia i jej serce gorące wulkan Etna…

 

 

Etna to wiecznie czynny wulkan na Sycyli. To serce, które ciągle bije.  Jest to również  największa atrakcja turystyczna, która przyciąga mnóstwo turystów każdego roku. Nas również Etna przeciągnęła na Sycylię już jakiś czas temu bo 2013 roku. . Bardzo byliśmy ciekawi jak wygląda ten wulkan i miejsca po wybuchach. Z Palermo mieliśmy na Etnę  sporo bo do przejechania, prawie 250 km troszkę daleko ale po to właśnie tam przylecieliśmy. Pobudka wcześnie rano i wyjazd w stronę Katanii. Droga była naprawdę przyjemna, szybko się jechało i podziwiało piękną czerwcową Sycylie.

Dojazd do samej Etny jest bardzo prosty, w miasteczku przed samą Etną są bardzo dobre oznaczenia i trzeba się tylko tym kierować. Na miejscu jest bardzo duży parking informacja turystyczna, sklepiki z pamiątkami  i drogą biżuterią z zastygłej lawy, kasa biletowa gdzie można kupić bilety na wjazd kolejką na prawie najwyższy krater. Cena biletu w jedną stronę to 20 euro i jak się nie chce schodzić to powrót również 20 euro. Reszta wulkanu jest zupełnie za darmo. Można spacerować godzinami po kraterach gdzie się chce i gdzie kto da radę. Nie ma konieczności wynajmowania przewodnika, super auta, wszytko jest naprawdę do dyspozycji turystów. Trzeba mieć tylko czas, chęci i dobrą kondycję.

Etna to zdecydowanie księżycowy i bardzo surowy krajobraz, który zrobił na nas ogromne wrażenie. Jest to najwyższy i największy czynny wulkan Europy i zajmuje powierzchnię co najmniej 1250 km². Znajduje się na wschodnim wybrzeżu Sycyli nie daleko Katanii. Etna ciągle pryka, bucha i daje znać o sobie. Dym o barwie białej jest nie dobrym sygnałem natomiast czarnego nie mamy się czego obawiać.

My wybraliśmy na zwiedzanie tylko południową stronę Etny. Kolory które tam widzieliśmy były niesamowite, od czerni, brązu do rudości i czerwieni. Z półcnej strony widać już zalesienie.

Z racji tego, że nie byliśmy w ogóle przygotowani na spacer po Etnie podeszliśmy tylko na jeden krater. Pierwszy raz byliśmy w takim miejscu i nawet nie pomyśleliśmy, że będziemy chodzić po popiele czy pumeksie. Ja w balerinkach, córka w sandałach, mąż to w klapkach wyskoczył, a najlepsze obuwie miał syn bo adidasy. Mój mąż od zaparkowania krzyczał, że nigdzie nie wchodzi bo się zabije w tych klapakach, ja natomiast mówię…i tak idziesz i nie chcę nawet słyszeć że nie…No i poszliśmy.

Nie było łatwo po tym popiele wdrapywać się, tym bardziej że jak to my zle poszliśmy bo niżej widoczna jest fajna uklepana dobrze droga bez kamieni, koksu i pumeksu. Wchodząc pod górkę wlekliśmy się bo co krok mieliśmy coś w butach ale byliśmy twardzi i szliśmy. Komicznie to wyglądało oj komicznie, mieliśmy z siebie dobry ubaw. Mieliśmy też fajny moment bo wiadomo przyciągaliśmy uwagę gapiów i jeden z nich schodząc na dół ubrany oczywiście w buty za kostki zatrzymał się popatrzył na nas i powiedział tylko „GOOD LUCK” popatrzyliśmy po sobie podziękowaliśmy i podreptaliśmy. No co mieliśmy zrobić… nic…na głupotę nie ma lekarstwa 🙂 🙂 🙂 ale takie właśnie sytuacje uczą…

 

Weszliśmy szybciutko i podziwialiśmy ten kocioł gorącej lawy. Dobrze, że w tym momencie nie zaczął się gotować i nie wybuchł. Tam u góry było ciut chłodnej i wiało, dobrze że wrzuciłam do auta po bluzie. Po naszych wędrówkach myślę, że na wyprawę po wulkanie trzeba się dobrze przyszykować 🙂 co bądź potrzebne są buty trekingowe, ciepłe bluzy i kurtki od deszczu i wiatru.

Co było jeszcze ciekawe na kraterach Etny to to że jest tam mnóstwo biedronek. Takiej ilości jeszcze  w życiu nie widziałam. Wpadały nam do oczu, buzi, uszu, leżały na ziemi, fruwały no i mnóstwo było ich na lawie.

Nie wiem czy tam u góry było też tak pięknie jak na dole, może kiedyś jeszcze się tam wybierzemy i się o tym przekonamy ale jedno miejsce i jeden krater zostanie na długo w mojej pamięci i często wracam myślami właśnie do tego miejsca.  Dla mnie to wygląda jak spodek kosmiczny. Stałam tam jak wryta i oczu oderwać nie mogłam.

 

Mimo iż nie byliśmy na szczycie, nie poczuliśmy pod stopami ciepełka, które tam towarzyszy i nie  poczuliśmy zapachu siarki, to i tak wracaliśmy pod wielkim wrażeniem z tego miejsca.

A tak nogi wyglądały po spacerze kraterami Etny. 

 

Słyszeliśmy od miejscowych, że wielu turystów przyjeżdża tam  jak jest erupcja. Widoki  wtedy są niezapomniane. Mi zdecydowanie bardziej podoba się bez wybuchów i lawy. Po naszych wakacjach na Sycylii Etna zagotowała się jeszcze kilka razy i wykipiała ogromna lawą. Ma wielką ochotę wrócić tam jeszcze raz i zobaczyć jak teraz prezentuje się ten marsjański krajobraz.

O MNIE… Raz nienormalna.. ..zawsze realna.. ..mało kiedy idealna.. ..zawsze szalona i zakręcona :))) Nazywam się Ania. Mam 40 lat i jestem mamą dwójki uroczych dzieciaków i żoną super faceta. Uwielbiamy podróżować, fotografować, poczytać i dobrze zjeść, a przy tym cieszyć się wspólnie spędzona chwilą. Od kilkunastu lat mieszkamy w Norwegii i to właśnie o Norwegii najwięcej będzie w moim pamiętniku. Nasza przygoda z Norwegią, zwiedzaniem i podróżami zaczęła się w 2010 roku, kiedy to pewnego kwietniowego weekendu trafiliśmy nad fiordy, które jadły nam z ręki :)))) I wtedy zakochaliśmy się w Norwegii. Ale o tym po kolei…