Włochy

Wenecja w strugach deszczu…

14.05.2013

Nasza wycieczka do Wenecji nie była długo planowa, ale długo wyczekiwana. Gdy tylko znalazłam połączenie z Oslo-Rygge do Venezia-Trevisso nawet chili się nie zastanawiałam tylko kupiłam bilety. Wycieczka do Wenecji to również prezent urodzinowy dla mojego męża z okazji urodzin. Takie prezenty są chyba najlepsze. Mi osobiście bardzo odpowiadają. Było to już jakiś czas temu bo w  2013 roku, a  maj to jeden z lepszych wiosennych miesięcy  na taki wypad to super sprawa. Poczytałam co warto zobaczyć gdzie się udać żeby nasza cała czwórka była zadowolona. Gdzieś nawet znalazłam informacje o Burano i Murano i te dwie wyspy miały być dopieszczeniem weneckiej przygody.

Z lotniska mieliśmy jakieś 40 km. Autobus był już podstawiony także czas  mieliśmy tylko na kawę. Pogoda tego dnia była piękna niebo bez chmurne. Lądowaliśmy w Treviso  w godzinach prawie wieczornych, a w Wenecji byliśmy około godz. 20.00 Ciężko nam było się ogarnąć. Chaos niesamowity panował na pętli autobusowej, nie mieliśmy pojęcia gdzie iść i jak dostać się do hotelu. A ja nie lubię takiego bałaganu. Poszliśmy w końcu szukać kasy biletowej i autobusu wodnego,  który miał nas dowieźć na miejsce. W Wenecji nie jest takie proste znaleźć zarezerwowany nocleg ponieważ  Wenecja to labirynt i trzeba się nachodzić żeby znaleźć co się chce. Bilety zakupione i do autobusu. Wsiedliśmy ale czy to był ten, to nie mieliśmy pojęcia, bo niby skąd jak tam nikt po angielsku nie mówił, adresu hotelu też nie znał, ani ulicy… byliśmy lekko rozczarowani…

Pierwszy atrakcja Wenecji  Ponte degli Scalzi most kamienny zbudowany 1932-1934.

Płynęliśmy tak po tym Canal Grande i podziwialiśmy Wenecję. Wszystko już takie zniszczone, podmokłe budynki gdzie nie gdzie brudne, tynk odpada  ale na mnie i tak to robiło wrażenie. Wiedziałam, że musimy wysiąść gdzieś w okolicy Św. Marka ale gdzie to i co to to też nie wiedziałam. Ciężko było zlokalizować cokolwiek jak się jest pierwszy raz w takim miejscu, w dodatku na wodzie i po ciemku.

Wenecja to miasto o dość bogatej historii. Założone zostało w 452 roku i jest na Liście Światowego Dziedzictwa UNESCO.  Zbudowane jest  na 117 małych wyspach i łączy ze sobą 150 kanałów połączonych  ze sobą 409 mostami. Miasto wbrew pozorom jest naprawdę duże i mocno rozległe. Można się w nim łatwo zgubić.

Zawsze chiałam przyjechać do Wenecji i zobaczyć to miasto na wodzie, te słynne gondole, gondolierów, mosty, mościki, kanały  itd… ale przerażały mnie tam ceny. Ciągle słyszałam , że Wenecja jest strasznie droga. No i jest bardzo drogo, za kawę w samym centrum Wenecji czyli na placu Św. Marka można zapłacić nawet 20 euro, to zdecydowanie lekka przesada.  Osobnym tematem jest mianowicie obiad w restauracji i wszystkie plusy… czyli plus nakrycie stolika, plus serwerki, plus przyprawy i plus sztućce to wszystko extra kosztuje.  I z całego naszego długiego weekendu,  to najtańsze chyba były bilety na samolot.

Po prawie godzinnym rejsie po kanale dotarliśmy chyba do przedostatniego przestanku, całkiem niedaleko Św. Marka. Było tak ciemno, że nie mieliśmy pojęcia, w którą stronę iść. Mąż pobiegł do hotelu, który napotkaliśmy po drodze i zapytał o nasz. Kto jak kto ale oni znają się na wzajem. I dosłownie po 10 minutach byliśmy już w hotelu. Było już dość późno ale po wszystkich formalnościach poszliśmy jeszcze na poszukiwanie obiecanej pizzy dzieciom.

15.05.2013

Kolejny dzień zaczął się nam wcześnie, a plan na ten dzień był bardzo napięty. Wszystko to co miałam zaplanowane na całe 3 dni musieliśmy zrobić w jeden, a czemu…. a temu, że prognozy zapowiadały ulewy w Wenecji. I to nie były żarty, szkoda że wtedy nie zdobiłam zdjęcia strony z prognozą i to tylko na kolejne dwa dni, bo potem już znowu miało świecić… i tak naprawdę było. Z rana zaraz po śniadaniu wyruszyliśmy na wodny autobus ( Vapotetto- tak nazywa się wodny autpbus) w stronę Murano, a potem Burano bo parzcież oprócz ulewy zapowiadali też wiatrzysko. A w taką pogodę to raczej nie fajnie pływać.

Aż się wierzyć nie chciało, że dnia następnego miały być ulewy. Ten dzień był piękny i musiał być bo to dzień urodzin mojego męża i musieliśmy go fajnie spędzić. Z wodnego autobusu podziwiamy piękną Wenecję, a w oddali widać Kampanila i Pałac Dożów.

A tu mijamy Isola di San Michele wyspa cmentarz. W czasach średniowiecznych była popularnym celem rybaków i podróżników. Ciekawa wyspa i ciekawa nazwa, ale takie też muszą być, bo ludzi przecież trzeba gdzieś chować, a w samej Wenecji to nie wiem nawet czy jest jakiś cmentarz.

Na wodzie ruch jak na Marszałkowskiej. Taksówki, prywatne osoby, turyści, wędkarze, rybacy i jeszcze wielu innych, np. łodzie-ambulansy, łodzie-pogrzebowe i łodzie- śmieciarki… może jeszcze służby wodne bo dróg tam nie ma.  A my płyniemy dalej.

Następna atrakcja, którą mijamy obok cmentarza, ogrodzonego od strony wody czerownym murem, znajduje się na wyspie kościół Chiesa di San Michele in Isola, pierwotnie założony w X wieku i poświęcony Archaniołowi Michałowi. Takie to ciekawostki mijamy po drodze. Po około godzinie dopływamy najpierw do Murano wyspy słynnego i drogiego szkła.

Tu wysiadamy i biegniemy do drugiego autobusu, który nas zawiezie do Burano.  Kolejne minuty przesiedziałam bo turystów było zatrzęsienie w wodnym autobusie i nie dało się przepychać.

Po 30 minutach jesteśmy w Burano http://myinaszepodroze.pl/burano-kolorowe-miasteczko/  i tu zostajemy na dłużej. Korzystamy z pogody i idziemy w te kolorowe bajkowe domki

Około godzin 14.00 jesteśmy znowu w Wenecji.  Dzień strasznie napięty. Normalne wariactwo. Bogu dziękować, że dzieci moje grzeczne i nie jęczały. Tylko lazły za matką i słuchały. Ten dzień był naprawdę gorący i słoneczny. Pobiegliśmy tylko do hotelu przebrać się i w drogę. Zaczęliśmy oczywiście od Mostu Westchnień ponieważ mieszkaliśmy kilkanaście metrów za nim.

Most Westchnień najbardziej znany most Wenecji, a także na świecie. Most swoją sławę zawdzięcza romantycznym pisarzom. Wedle ich wyobrażeń przechodzący tędy skazańcy mieli tęsknie wzdychac do swych ukochanych pozostających na wolności…

To miasto bardzo mi się podobało i fotografowałam każdy kawałek  żeby mieć pamiątkę i miłe wspomnienia. Turystów tego majowego dnia było zatrzęsienie, każdy chciał mieć wszystko na swoich kartach w aparatach i telefonach. Nie sposób było się dostać do niektórych miejsc.

No i w końcu doszliśmy do słynnego placu Św Marka, który znajduje się w najstarszej czesci miasta i jest najbardziej znanym placem tego miasta. Wenecję niestety trzeba przejść pieszo, nie da się tam poruszać np. samochodem czy motorem  ze względu na mosty i kanały. Jest również zakaz poruszania się rowerem.  Można  ewentualnie skorzystać z tamtejszych gondol, lecz ceny są kosmiczne. W Wenecji nie ma również drzew, krzewów i trawników.

No i tu była najlepsza zabawa. Mieliśmy ciasteczka ze sobą i dzieci je wykorzystały. Chyba wszystkie gołębie zleciały się do nas. W końcu rozdawaliśmy ciastka ludziom bo by nas te ptaszyska zadziobały.

Dzwonnica Św. Marka najważniejsza budowla Wenecji wysoka na 99 metrów. Wieża jest dostępna dla zwiedzających, a  Plac Św. Marka jest również patronem miasta.

 

Wenecja to romantyczne miasto kojarzące się z licznymi kanałami, gondolami, zachodnimi słońca i bogato zdobionymi zabytkami.  Jest bardzo chętnie odwiedzana przez turystów z całego świata. Ze względu na swoja architekturę oraz nietypowe położenie znajduje się na Liście światowego dziedzictwa UNESCO.

Zanim odwiedziliśmy Wenecję słyszałam, że są tam nie ciekawe zapachy, jednym słowem że tam śmierdzi. Powiem szczerze, że nic takiego nie czułam. Być może latem gdzie temperatury sięgają 35 stopni czuć bardziej nieciekawe zapachy. Jak każda turystyczna lokalizacja Wenecja przyciąga turystów dużą gamą atrakcji, a jedną z nich jest oczywiście Canal Grande do którego podążaliśmy. Labirynt weneckich wąskich uliczek i kanałów jest bowiem tak niesamowicie zawikłany, i do tego są one do siebie niezwykle podobne, że  momentami wędrowaliśmy po kilka razy tymi samymi miejscami. Nie zawsze byliśmy w stanie dojść do ładu z ustaleniem własnej pozycji.

No i doszliśmy do słynnego Canal Grande  kolejnej atrakcji Wenecji. Długość kanału to 3,8 km i jest to arteria wodna Wodna. Ma od 40 do 70 m szerokości, jego głębość sięga 5,5 m. Kanał ma kształt odwróconej litery „S” i przepływając przez środek miasta dzieli je na dwie części, każda po 3 dzielnice. Płynęliśmy po nim pierwszego dnia wieczorem, a pózniej mieliśmy okazję zobaczyć odrobinę kanału i budynków przy pięknej pogodzie. Warto było tu przydreptać.

Canal Grande płynie starym korytem rzeki, przecinającej wysepki laguny. Nad kanałem znajdują się najpiękniejsze i najbardziej reprezentacyjne pałace Wenecji. Jest ich ponad 200. Pochodzą z XIII-XVIII wieku i reprezentują styl bizantyjski, gotycki, renesansowy i barokowy. Nad kanałem znajduje się również się aż 10 kościołów. Na mnie to miejsce zrobiło ogromne ważnie.

 

Po wycieczce nad Canal Grande idziemy dalej w nieznane.

Samym wieczorem doszliśmy jeszcze trochę w ciemne zaułki Wenecji w poszukiwaniu miejscowej kuchni, ale nie udało nam się nic znaleźć jedynie takie widoki. Stałam tam i patrzyłam jak te gacie się suszą i zastanawiałam się jaki system maja na to… kto ma  w parzyste dni a, kto w nie parzyste…jakoś w końcu terzeba sobie radzić, brak balkonów, brak ogrodów…uwielbiam takie widoki 🙂 zawsze ich wypatruję będąc we Włoszech, Grecji czy Hiszpanii

16.05.2013

No i nastał kolejny dzień. Zaczęło padać gdzieś po półcny, bo obudził mnie deszcz walący po szybach. Ciągle miałam nadzieję, że jednak będzie inaczej, że prognozy się mylą. Tym razem były 100% żeby zawsze prognozy były tak 100% jak wtedy to by człowiek kasy nie tracił. No coś trzeba było robić tego dnia …i pada  nie pada trzeba iść… Mieszkając  w Norwegii  przyzwyczailiśmy się  do takiej pogody, no ale we Włoszech spodziewaliśmy się jednak ciepła i słońca, po to tu w końcu  przyjechaliśmy.

I znowu poszliśmy w stronę Św. Marka  bo niby gdzie mieliśmy się ruszyć jak wiało, lało i zimno było. Tego dnia postanowiliśmy pozwiedzać katedrę wewnątrz . Za dugo tam nie posiedzieliśmy bo ile można to samo oglądać. No i padło pytanie od dzieci… mamo co teraz będziemy robić…odpowiedź nie była za długa… idziemy dalej…

Byliśmy przygotowani na ta pogodę, gumaczki, parasolki, kurtki przeciwdeszczowe. Ale chwilami tego wszystkiego było za mało. Potopu w Wenecji się nie spodziewaliśmy.Powędrowaliśmy po raz kolejny na most Accademia, a potem gdzie się dało. Chowaliśmy sie przed deszczem i wiatrem w sklepikach, kawiarniach i restauracjach.

Nasze parasolki były już po kilku godzinach do wyrzucenia. Ktoś też swoja wyrzucił bo już nie spełniała swojej funkcji. Wędrując takimi właśnie alejkami obawiałam się jednej rzeczy, a mianowicie szczurów. Słyszałam, że Wenecja  słynie ze szczurów, bo przecież to miasto kanałow i wody. Na moje szczęście nie widziałam żadnego.

Wody przybywało z minuty na minutę .

 

Wiało tak strasznie mocno, że byłam pewna że z tych gondoli to nic nie zostanie.  Gondole uderzały jedna o drugą z wielka siłą.

No i w końcu woda odcięła nam drogę. Nie mogliśmy dostać się do hotelu. Wody było już tak dużo i była tak wysoko, że nie dało się chodzić w  zwykłym obuwiu. Ludzie mili na butach jakieś dziwne worki wiązane sznurkami pod kolanami ale my ich nie mogliśmy namierzyć takich wynalazków. Także nie było innego wyjścia jak buty do torby schować i iść na boso. Wzięliśmy oczywiście przykład z innych.

Tu jest główna droga między drogimi sklepami Praga, Chanel, Dolce Gabbana, Versace. Mieliśmy nadzieje że tu będzie przejście ale niestety też nie było. Mojej córce woda już od góry się wlewała, to gumaki były do wyrzucenia.

Plac Św. Marka zalany prawie po kolana był momentami. Byliśmy w szoku widząc co tu się działo. Chodziliśmy po tej brudnej wodzie bo coś trzeba było robić, a w Wenecji  oprócz muzeów to za wiele nie ma atrakcji. Zdecydowanie wystarczy jeden dzień na zwiedzanie tego miasta. Do tego zimno było i na zewnątrz i w hotelu. Wiem że są ludzie którzy bardzo by chcieli przeżyć to co my czyli zalanie Wenecji  i wręcz specjalnie wybierają się w to miejsc przy wielkich ulewach. Nie wiem co w tym takiego specjalnego.

I tak spędziliśmy  kolejne dwa dni, z trzech w Wenecji. W ostatni dzień po godzinie 17.00 zaczęło się wypogadzać tak jak zapowiadała prognoza. To my znowu nad kanały.

18.05.2013

Czas do domu. Wcześnie rano wypływamy autobusem wodnym na nasz autobus do Treviso. I muszę przyznać, że pierwszy raz tak bardzo chcieliśmy wracać do domu z mini wakacji. Na mnie to miasto zrobiło wrażenie ale mój mąż nie chce więcej o Wenecji słyszeć. Do dziś bardzo źle wspomina ten wyjazd.

Złote godziny mi sprzyjały, byłam przeszczęśliwa, że tak rano wyjeżdżaliśmy. Pogoda z rana była piękna na fotografowanie ale było tylko 10 stopni. Zmarzliśmy okropnie. Brakowało nam ubrań, na szczęście  temperatury tego dnia w Norwegii wynagrodziły nam wszystko. Po przylocie do Oslo mieliśmy 28 st. lekka różnica. Z południa na północ..

 

Podsumowując Wenecję to zdecydowanie miasto na jeden dzień, poza tym jest tam strasznie drogo. Przykładowo 40-minutowe przepłyniecie gondolą kosztuje w granicach 100 euro, to zdecydowanie za drogo. Restauracje te najlepsze przy wodzie i w okolicy placu Św. Marka cenią się bardzo. Wszystkie wejściówki do miejsc godnych uwagi kosztują. Na pogodę niestety nie mamy wpływu czyli jak zaleje, tak jak nas nie ma tam kompletnie co robić.

O MNIE… Raz nienormalna.. ..zawsze realna.. ..mało kiedy idealna.. ..zawsze szalona i zakręcona :))) Nazywam się Ania. Mam 40 lat i jestem mamą dwójki uroczych dzieciaków i żoną super faceta. Uwielbiamy podróżować, fotografować, poczytać i dobrze zjeść, a przy tym cieszyć się wspólnie spędzona chwilą. Od kilkunastu lat mieszkamy w Norwegii i to właśnie o Norwegii najwięcej będzie w moim pamiętniku. Nasza przygoda z Norwegią, zwiedzaniem i podróżami zaczęła się w 2010 roku, kiedy to pewnego kwietniowego weekendu trafiliśmy nad fiordy, które jadły nam z ręki :)))) I wtedy zakochaliśmy się w Norwegii. Ale o tym po kolei…